budzi mnie okropny ból głowy, spowodowany zapewne wczorajszymi emocjami. otwieram oczy i tradycyjnie sięgam po telefon. aplikacja mi mówi: do ślubu pozostało 70 dni. bez niej przecież zapomniałabym o swoim najważniejszym dniu w życiu? dobre sobie! to właśnie jedna z tych aplikacji, którą instalujesz, nie jest Ci potrzebna, ale i tak jej nie usuwasz. człowiek to jednak skomplikowane stworzenie.

a co do człowieka…

wczorajszy dzień i ja to jakaś istna porażka. połączenie, które w moim mniemaniu, nie powinno się wydarzyć. czasami są dni, kiedy nawet wstawanie z łóżka Ci nie wychodzi.

w ostatnim czasie, dużo się dzieje. w mojej głowie, rzecz jasna. choć w życiu też nie mało, ale z boku patrząc, nie są to raczej sytuacje, które powodowałyby mój stan. z boku patrząc.

wiem, że muszę walczyć. muszę być dzielna. doskonale pamiętam, jak to było żyć z potworem. w kółko powtarzam: nie dam się temu dziadostwu, nie dam się temu dziadostwu…

nie teraz, kiedy wszystko idzie w dobrym kierunku. kiedy układamy naszą wspólną przyszłość. kiedy wyruszamy w najpiękniejszą podróż życia…

staram się czymś zająć. kiedyś to zawsze pomagało. pomagała też rozmowa. ale aktualnie słowa układają się zbyt haotycznie, żeby porozmawiać z kimś mądrym. plączę się po domu. zerkam w lustro. nie daję rady. ze łzami w oczach błagam o pomoc: Jezu, ratuj! mam wrażenie, że tylko On mnie rozumie. bo jak wytłumaczyć komuś, co się dzieje, kiedy ja sama nie wiem?…

próbuję przygotować coś do jedzenia. chyba właśnie jest pora posiłku – wnioskuję, zerkając na zegar. siedzę nad talerzem, marudząc przy jedzeniu.

do domu wraca M. i kiedy po paru chwilach podchodzę do Niego i próbuję coś wydukać na powitanie, głos mi się załamuje. wtulam się w Niego, powtarzając cicho: przytul mnie… przytul… a z oczu płyną potoki łez, o których ilościach nie miałam pojęcia.

lekko zdezorientowany M., obejmuje mnie i z uśmiechem na ustach pyta: co tam w tej główce się dzieje? a ja, mimo aktualnej huśtawki emocjonalnej, wiem, że jestem cholernie szczęśliwa. że bez Niego nie dałabym rady. Jego objęcia, jak klej, sklejają mnie z porozrzucanych kawałeczków w całość. spotkanie Go, jest czymś najpiękniejszym, co mnie w życiu spotkało.

kocham Go.